Przewodnik zakupowy

Hot hatche to szybkie, zapewniające mnóstwo emocji, nieduże samochody. Który z modeli tego typu sprawdzi się najlepiej i sprawi, że na twarzy kierowcy pojawi się szeroki uśmiech?

Duże, mocne coupe mają swoje zalety. Zazwyczaj doskonale wyglądają i przyciągają spojrzenia, a do tego świetnie sprawdzają się na autostradzie i w ogóle na dalekich trasach.

Ale w codziennym życiu prędzej czy później męczą kierowcę i pasażerów. Niewygodnie się do nich wsiada, nie mają siedzeń z tyłu (albo mają, ale bardzo ciasne), ich bagażniki są małe i trudno dostępne bagażniki, a w dodatku z miejsca kierowcy niewiele widać. Wiele modeli tego typu drenuje też do reszty kieszeń właściciela, zarówno spalaniem, jak i kosztami napraw. No i parkowanie… naprawdę nie jest łatwo zaparkować w mieście tak dużym autem, zwłaszcza gdy nie może wjechać na połowę krawężników. Co z osiągami? Owszem, na prostej są świetne, ale na wąskich, krętych drogach taki samochód radzi sobie jak słoń w składzie porcelany.

Właśnie dlatego powstały hot hatche

Hot hatche, czyli „gorące hatchbacki” to recepta na problemy wymienione powyżej. Z zewnątrz wyglądają podobnie do zwyczajnych aut miejskich lub kompaktów, na których je oparto, ale mają mocne silniki. Zwykle doskonale skręcają, są zwinne i szybkie, ale dzięki niewielkim wymiarom i pokrewieństwu z „cywilnymi” modelami, są też dobre w mieście, praktyczne i nieprzesadnie drogie w utrzymaniu. Na rynku da się znaleźć hot hatche właściwie na każdą kieszeń. Na które modele warto zwrócić uwagę? Oto kilka propozycji.

Suzuki Swift Sport

Suzuki Swift Sport - japoński hot hatch

125 KM z wolnossącego, benzynowego 1.6: oto moc Swifta Sporta produkowanego w latach 2004-2010. Dla niektórych kierowców, przyzwyczajonych do mocy na poziomie 200 czy więcej koni mechanicznych, rezultat Suzuki może się wydawać niewystarczająco albo wręcz śmieszny. To może znaczyć tylko jedno: jeszcze nie miał okazji prowadzić tego japońskiego wozu!

Osiągi na prostej i szaleńcze wciskanie w fotel rzeczywiście nie należy do zalet Swifta Sporta. Ale jego silnik uwielbia wysokie obroty, więc każdy, kto lubi „dokręcać” motor i wspinać się wskazówką na czerwone pole, będzie zadowolony. Na pewno dodaje to emocji każdej przejażdżce. Jeszcze lepiej jest na zakrętach. Małe i lekkie Suzuki doskonale skręca, słynie ze zwinności i zachwyca tym, jak prosty jest w opanowaniu. To idealne auto na rozpoczęcie przygody z hot hatchami – zwłaszcza że jest trwały i niezbyt drogi w serwisie. Wadą może być tylko zwiększony apetyt na paliwo (najlepiej 98) i brak wersji 5d. To nie jest idealne auto rodzinne!

Ceny: używany Swift Sport to wydatek ok. 13-23 tys. zł

Renault Clio RS

Renault Clio R.S - hot hatch rodem z Francji

Francuzi od lat specjalizują się w tworzeniu emocjonujących hatchbacków… i to wcale nie jest ostatnia pozycja z tego kraju w zestawieniu!

Jeśli chodzi o szybkie Clio, dawna odmiana Williams z początku lat 90. to już dziś łakomy kąsek dla kolekcjonerów. Ale i późniejszy Sport drugiej generacji (167-182 KM) powoli „idzie w cenę”. Co ciekawe, podobnie dzieje się także z Clio III z dopiskiem RS. To może oznaczać tylko jedno: jeśli chcesz kupić taki samochód za rozsądne pieniądze, musisz się spieszyć!

Dlaczego Renault Clio RS jest tak cenione? Pierwszy powód to doskonały, wolnossący silnik 2.0 o mocy 197-201 KM (w zależności czy mówimy o aucie sprzed liftingu czy po modernizacji). Świetnie reaguje na gaz i zapewnia doskonałe przyspieszenie, na poziomie 7 sekund od 0 do 100 km/h. Drugi powód to wspaniale zestrojone zawieszenie, pozwalające – w zależności od potrzeb i sytuacji – albo na pokonywanie zakrętów z piekielnymi prędkościami, albo nawet na odrobinę kontrolowanych poślizgów. To ostatnie takie Renault z ręczną skrzynią i bez nadmiaru elektroniki. Wady? Tylko trzydrzwiowe nadwozie i… rosnące ceny! W tej chwili za sensowny egzemplarz trzeba zapłacić co najmniej 28 tysięcy złotych, ale to się dynamicznie zmienia…

Peugeot 208 GTI

Kolejny francuski przedstawiciel: Peugeot 208 GTi

200 KM to tyle samo, ile osiąga Renault Clio RS, ale w przypadku Peugeota 208 mówimy o silniku o mniejszej pojemności (1.6 zamiast 2.0) i nie wolnossącym, tylko z turbodoładowaniem. Przyspieszenie do setki: 6,7 s. To doskonały wynik, a dzięki doładowaniu Peugeot jest żwawy także na niskich obrotach.

Plusy tego modelu – oprócz osiągów – to nowoczesny wygląd i bardzo nowoczesne wnętrze, z charakterystyczną małą kierownicą (można się poczuć jak w wyścigówce albo jak… podczas gry na konsoli) i bogatym wyposażeniem. Reflektory ksenonowe, szklany dach, skórzana tapicerka? Jak najbardziej – wiele 208 GTI jest wyposażonych w takie gadżety. Minusy? Niektórzy twierdzą, że 208 GTI jednak nie dorasta do legendy klasycznego 205 GTI…

Cena: zadbana sztuka to wydatek ok. 35-45 tysięcy.

Ford Fiesta ST

Ford Fiesta ST - amerykańska propozycja w kategorii hot hatch

Angielscy, niemieccy, a nawet amerykańscy dziennikarze często się różnią w opiniach, ale w jednej kwestii są zaskakująco zgodni. Wszyscy twierdzą, że najlepszym, małym hot hatchem sprzed kilku lat jest Ford Fiesta ST poprzedniej generacji. Opisywana wersja pojawiła się po liftingu w 2012 r. i pozostawała w produkcji do 2018 r.

Skąd tak pozytywne opinie na temat Forda? Chodzi przede wszystkim o jego prowadzenie, które zapewnia doskonałe wrażenia. Zawieszenie, układ kierowniczy i (tylko manualna) skrzynia biegów po prostu rewelacyjnie współpracują. Silnik też zdaje egzamin. To turbodoładowane 1.6, w tej generacji – w odróżnieniu od trzycylindrowego następcy – jeszcze czterocylindrowe. Moc? 182 KM, chyba że mówimy o limitowanej odmianie ST200. Jak sama nazwa wskazuje, ma ona 200 koni. Setka w 6,9 s pozwala na zostawienie w tyle większości kierowców z ambicjami… a jeśli nie odpadną na prostej, na pewno zostaną w tyle na zakrętach!

Fiesta ST w Europie występowała niemal wyłącznie w wersji 3d. Odmiana pięciodrzwiowa pojawiła się przez chwilę na samym końcu produkcji. Chętni na praktyczne nadwozie muszą więc ratować się importem z USA. Za Oceanem sprzedawano tylko takie Fordy. Ceny? Od 32 tysięcy nawet do 55. Warto posłuchać dziennikarzy i skusić się na takie auto…

VW Polo GTI

Niemiecki hot hatch: Volkswagen Polo GTI

Czas na propozycję dla miłośników automatycznych przekładni. Jasne, są i tacy, którzy uważają, że w hot hatchu zmienianie przełożeń samemu to czysta przyjemność. Mają na pewno dużo racji i duży wybór na rynku, ale akurat Volkswagen Polo GTI z lat 2010-2014 im się nie spodoba. Silnik 1.4 TSI o mocy 180 KM współpracuje tam bowiem z dwusprzęgłowym automatem DSG.

Zalety Polo to solidne spasowanie wnętrza, klimatyczny design kokpitu z charakterystyczną kratą na fotelach w sportowym stylu GTI, no i oczywiście osiągi. Co ciekawe, w 2015 r. zadebiutowało GTI z motorem 1.8 TSI i mocą aż 192 KM. Które wybrać? Kierowca, który lubi prowadzić, ale niekoniecznie lubi zmieniać biegi, będzie zadowolony z każdej odmiany. To dobry, przyzwoicie wyciszony i bogato wyposażony hot hatch na co dzień. Ile kosztuje? 26-35 tysięcy złotych.

Abarth 500/595

Abarth 595 - najbardziej ekstrawagancki hot hatch na liście?

„Cywilny” Fiat 500 od lat zachwyca niepowtarzalnym stylem retro, ale ma opinie auta raczej dla kierowców, którzy po prostu chcą dojechać z punktu A do B. Fakt, że stylowo, ale bez specjalnych emocji.

Sprawa zupełnie się zmienia, gdy zamiast Fiata mówimy o marce Abarth. Firma ze skorpionem w logo, będąca swoistą „dywizją sportową” marki z Turynu odpowiada za zmianę poczciwej 500-tki w auto dostarczająco mnóstwo adrenaliny. Niektórzy mówią, że bezkompromisowym charakterem Abarth 500 przypomina supersamochody – tyle że jest od nich tańszy i… łatwiejszy do parkowania.

Gwoli ścisłości, o modelu 500 mówimy w latach 2008-2015. Po 2015 r. wraz z liftingiem nadeszła zmiana nazwy na Abarth 595. Pod maską, małe auta ze skorpionem mają motor 1.4 turbo. W zależności od wersji (a jest ich sporo…) osiąga 135, 155, 160, 180 albo nawet 218 KM. Dostępne jest kabrio (emocje z wiatrem we włosach? Brzmi doskonale!), można kupić zautomatyzowaną skrzynię biegów (choć niektórzy mówią, że zabija charakter auta), a konfiguracji wyposażenia i kolorów jest na rynku całe mnóstwo. Wady? Oprócz relatywnie wysokiego spalania, jak na tak małe auto, warto pamiętać o tym, że w Abarthcie jest naprawdę mało miejsca na głowę, a siedzi się wysoko. To nie jest auto dla koszykarza…

Minusy można jednak „Skorpionowi” wybaczyć, bo ma mnóstwo charakteru, zwraca na siebie uwagę, wzbudza pozytywne reakcje i po prostu dobrze jeździ. Ceny? Od 35 do nawet 65 tysięcy złotych.

To nie wszystkie gorące hatchbacki warte uwagi

Szukając mocnego, małego auta, zwróć uwagę m.in. na Seata Ibizę Cupra, MINI Coopera S, Opla Corsę OPC, Citroena C2 VTS albo Abartha, ale Grande Punto i Punto Evo.

Niezależnie od tego, co wybierzesz, pamiętaj, że mocne samochody często mają za sobą przeszłość powypadkową i bywają mocno zużyte, bo nie miały łatwego życia. Jeśli nie chcesz narazić się na przykre niespodzianki po zakupie, postaw na sprawdzonego sprzedawcę, czyli na Spotawheel!


Jeżeli poszukujecie wyróżniającego się małego auta, które jednak niekoniecznie musi wzbudzać sportowe emocje, sprawdźcie wpis prezentujący nasze propozycje: https://blog.spotawheel.pl/male-i-interesujace-samochody-oferta-rynkowa/.

Paweł